Fala prawie nagich piersi w tym tygodniu zalała media społecznościowe. Powodem było to, iż 1-7 sierpnia jest ogłoszony Światowym Tygodniem Karmienia Piersią.

Co z tego wyniknęło? Nie wiem jak Wy, ale ja miałam wrażenie, że media społecznościowe, portale parentingowe zostały zalane przez zdjęcia mniej lub bardziej obnażonych, mniej lub bardziej sławnych, celebryckich, poczytnych, bloggerskich właścicielek piersi karmiących?

Czy coś w tym złego? Teoretycznie nie. Ale w okolicach środy, czułam się już sterroryzowana zewsząd płynącymi informacjami o laktacji, mleku matki etc. I teraz wsadzę przysłowiowy kij w mrowisko. Na tej fali wnoszącej karmienie piersią ponad wszystko, czy ktoś się zastanowił co z matkami niekarmiącymi i czy na pewno wsparcie, oparcie i hołdowanie należy się wciąż matkom karmiącym? Szczerze powiedziawszy do wszystkich tagów: #laktacja, #karmiewszedzie #mlekomamy itd, itp miałam ochotę dodać #laktoterror…

Pierwsza informacja, jaką znalazłam w internecie na temat tego tygodnia to: „Co roku, pracownicy służby zdrowia, media i same matki karmiące ze 120 krajów, przypominają o tym, że kobieta ma dyspozycji perfekcyjny mechanizm zapewniający rosnącemu dziecku tyle pokarmu, ile potrzebuje. Co najważniejsze jest to pokarm idealny – zarówno ze względów zdrowotnych, jak i ekonomicznych. W Światowym Tygodniu Karmienia Piersią  propagowane jest to, co zostało stworzone przez samą naturę i jest doskonałe – sposób na niezastąpioną więź matki i dziecka.

Osobiście uważam, iż tak jak w czasie 9 miesięcy ciąży nie byłam inkubatorem dla mojego dziecka, tak samo po porodzie nie zostałam posiadaczką mechanizmów czy narzędzi do produkcji pokarmu. Przede wszystkim byłam i zostałam kobietą i przeraża mnie, że same sobie to robimy, iż z jednej strony hołdując swojej naturze, jesteśmy gotowe uprzedmiotowić się do posiadaczek mechanizmu, zapewniającego pokarm. A gdzie miejsce na kobiecość, szacunek dla swojego ciała, dbanie o swoją intymność?

W tym Tygodniu Karmienia oczywiście szerokim łukiem pomijane są mamy niekarmiące, zepchnięte na margines tych, które tak dzielnie korzystają z tego, czym natura je obdarzyła.

A ja właśnie Wam – Mamy, które korzystacie z mleka modyfikowanego i na pewno jesteście Mamami przez bardzo duże M – dedykuję ten dzisiejszy artykuł.

Sama jestem matką, która przez pierwsze trzy miesiące nie karmiła w ogóle – bo nie mogła. I pamiętam reakcję pediatry, uznanej doradcy laktacyjnej, która w 5 sekund wydała wyrok: bo w szpitalu w którym Pani rodziła, to tylko rutyna i lenistwo i pozwolili Pani na butelkę… Kolejne 5 minut później, po badaniu jednak okazało się, że pielęgniarka laktacyjna w szpitalu nie była leniwa, a wnikliwa i miała rację w tym, że mamy problem. Po tych trzech miesiącach, gdy główny problem został usunięty, pomimo wypijania morza herbatek z bocianami i innych laktacyjnych specyfików, laktacja nie ruszyła z kopyta, a ja byłam w stanie nakarmić Malca na dobranoc. I tak do 8 miesiąca, kiedy to Maluch uznał, że jest na tyle dorosły, że sam z dnia na dzień podziękował za bufet mleczny..To wszystko spowodowało, że od pierwszych dni byliśmy zmuszeni do tego, aby zaprzyjaźnić się mm, które tak naprawdę zostało u nas nieodłączną częścią diety Malucha.

I tak sobie myślę, że to tutaj podczas takiego właśnie karmienia zderzamy się z realnymi problemami, które de facto są pomijane i przemilczane.  Bo o ile internet zasypany jest artykułami o laktacji, o tym jak ją pobudzić, jak ją wykorzystać, jak pokarm ściągać, przechowywać etc,
o tyle rzetelnych informacji o mm jest tyle, co na lekarstwo. Tutaj tak naprawdę rodzice zostają sami przed półką z pudełkami tzw. „jedynek” do wyboru, gdzie zostawieni sami z sobą i tablicą Mendelejewa na opakowaniu, muszą zdecydować, który produkt będzie najlepszy dla ich dziecka. Z czego to wynika?

Zakaz reklamy produktów, zastępujących mleko matki.

I tutaj do tematu wkracza prawo. Poza bowiem zaleceniami Światowej Organizacji Zdrowia, które mówią, iż dziecko do 6 miesiąca życia powinno być karmione wyłącznie mlekiem matki w  1981 stworzono Kodeks Marketingu Produktów Zastępujących Mleko Kobiece, który miał być ułatwieniem i narzędziem ograniczającym nieuczciwe praktyki marketingowe negatywnie, wpływające na wskaźniki karmienia piersią. Polska jako jeden z krajów członkowskich WHO, również zobowiązała się do przestrzegania zasad określonych w kodeksie.

Kodeks określa zasady działań marketingowych dla następujących produktów:

  • przeznaczonych do żywienia dzieci w pierwszym półroczu życia;
  • przeznaczonych do żywienia dzieci po pierwszym półroczu życia;
  • butelek i smoczków.

Kodeks nie jest obowiązującym prawem, a zbiorem rekomendacji, które implementowane są przez poszczególne kraje członkowskie. W UE wprowadzono wprowadziła dyrektywę 2006/141/WE z 2006, a w Polsce dodatkowo Ustawę o Bezpieczeństwie Żywności i Żywienia oraz Rozporządzenie Ministra Zdrowia w sprawie środków spożywczych specjalnego przeznaczenia żywieniowego.

Czego dotyczą najważniejsze zapisy? (źródło: rodzicpoludzku.pl)

1. Reklama preparatów do początkowego żywienia niemowląt jest dozwolona tylko w publikacjach popularnonaukowych związanych z tematyką żywienia niemowląt i w publikacjach naukowych. Musi być ograniczona tylko do informacji potwierdzonych badaniami naukowymi. Nie może sugerować że karmienie sztuczne jest równoważne lub korzystniejsze od karmienia naturalnego.

2. Zabroniona jest reklama preparatów do początkowego żywienia niemowląt w miejscu sprzedaży, prowadzenie działalności promocyjnej zachęcającej do zakupu tych preparatów oraz przedmiotów służących do karmienia niemowląt np. promocji, kuponów rabatowych, specjalnych wystaw itp.

3. Zabronione jest dostarczanie przez producentów lub dystrybutorów preparatów do początkowego żywienia niemowląt i przedmiotów służących do karmienia niemowląt, próbek i innych przedmiotów tego typu o charakterze promocyjnym – konsumentom, w szczególności kobietom w ciąży, rodzicom niemowląt i ich rodzinom. Dotyczy to dostarczania bezpośredniego lub pośredniego przez placówki opieki zdrowotnej i zarówno dostarczania bezpłatnego jak i po obniżonej cenie.

4. Określają szczegółowo skład i sposób oznakowania mieszanek mleka modyfikowanego. Są one dużo bardziej restrykcyjne w przypadku mleka początkowego (dla dzieci w pierwszym półroczu życia) niż następnego (po szóstym miesiącu życia).

5. Opakowania, oraz prezentacja (reklama, ulotki, prezentacje itp.) mieszanek modyfikowanych nie mogą zawierać określeń sugerujących podobieństwo mieszanki do mleka matki, w szczególności zabronione są określenia typu: „umatczynione”, „humanizowane” i podobne. Prezentacja musi zawierać informacje o właściwym stosowaniu preparatów, jednocześnie niezniechęcające do karmienia naturalnego.

6. Oznakowanie preparatów do początkowego żywienia niemowląt musi zawierać informacje o wyższości karmienia piersią nad sztucznym, informację o konieczności skonsultowania decyzji o wprowadzeniu preparatu mleko zastępczego ze specjalistą w dziedzinie żywienia niemowlęcia oraz nie może zawierać wizerunków niemowląt ani żadnych wizerunków lub tekstów idealizujących karmienie sztuczne.

7. Określone są wymagania dotyczące materiałów informacyjnych i edukacyjnych kierowanych do matek niemowląt i małych dzieci. Nie mogą one zawierać nazw preparatów do początkowego żywienia niemowląt, a jedynie nazwę podmiotu działającego na rynku spożywczym. Może się więc w nich znaleźć nazwa producenta, ale nie produktu. Materiały te muszą podkreślać korzyści płynące z karmienia naturalnego oraz informować o skutkach wprowadzenia preparatów mleko zastępczych do diety niemowlęcia. Nie mogą zawierać wizerunków i opisów idealizujących karmienie sztuczne.

Co z tego wynika w praktyce?

Zwolennicy karmienia wyłącznie piersią, wcale nie są zadowoleni z tych zapisów i generalnie uważają, że pozostawiają i tak zbyt duże pole do działań marketingowych dla koncernów, produkujących produkty takie jak mleko modyfikowane. Z drugiej strony mimo wszystko zakazy powodują to, że nam mamom niekarmiącym, trudno dotrzeć do jakichkolwiek informacji wskazujących na to, czym kierować się podczas wyboru mm. Wiadomo, że każdy producent poleci własny produkt, w szpitalu i aptekach wszyscy uciekają od odpowiedzi na pytanie, który produkt wybrać. Tak więc w dobie chwalenia matek karmiących, za to że dostarczają swoim dzieciom to, co najlepsze, nikt nie myśli o tym, jak pomóc matkom, które nie karmią,  aby i one mogły wybrać produkty rzeczywiście najlepsze. A tu ani nikt rzetelnie nie wytłumaczy składu mm, ani nie wskaże na co zwrócić uwagę, które składniki są ważne/mniej ważne, czego może brakować i co należy jak najszybciej uzupełniać rozszerzając dietę itp. Tak bardzo wszyscy zachłysnęli się ta naturalnością i analizowaniem składu mleka naturalnego, że żaden „internetowy autorytet” – bądź nieinternetowy -nie odważy się wystawić na falę krytyki za to, że rzetelnie powie, co zrobić, gdy należymy o grupy skazanej na mm. Z prywatnych perypetii karmieniowych, pamiętam, jak pediatra wskazała, że przekarmiamy małego, bo stosując normy na opakowaniu dajemy mu za dużo mleka (bo jak wiadomo producent chce, żeby zużywać jak najwięcej produktu). I teraz zapewniam Was, że gdzie nie sięgnęłam przeczytałam setki teorii i zasad, jak karmić mlekiem naturalnym, ale kto mi pokaże jakąkolwiek dostępną publikację, która rzetelnie wskaże, nam matkom niekarmiącym, w jaki sposób najlepiej karmić nasze maleństwa?

Podsumowując, naprawdę mam poczucie, życia w trendzie laktoterroru, gdzie zapomina się o drugiej grupie matek, dla których mleko mm jest jedynym lub łączonym produktem w diecie ich dzieci. Odpowiedzią na nasze dylematy naprawdę nie jest podtykanie nam pod nos ogołoconych piersi karmiących.

I kiedy IG zalała #instaafera o #dieciematkikarmiacej czy wręcz przeciwnie o tym, że teraz trzeba ten mit obalić i modnie to otagować się #karmiejemwszystko, pomyslałam sobie, że może zamiast znowu skupiać się na matkach karmiących i na walce o to czy będą jadły wszystko, czy coś wykluczą z diety itd itd, ktoś napisałby o żywieniu kobiet po porodzie i w pierwszych miesiącach bycia mamą. Bo jesteśmy przecież – wszystkie, niezaleznie od sposobu karmienia –  w tym okresie czasu po wielomiesięcznej ciąży i burzy hormonów, ciężkim często porodzie, na obrotach wynoszących 1000% (nieprzespane noce, nowe wyzwania, dyspozycyjność 24h/dobę). Może zamiast skupiać się na tych, co karmią, lepiej skupić się na mamach w ogóle i pokazać im, czego w naszych dietach w tym czasie może brakować, czym uzupełnić. Ja chętnie przeczytałabym 10 sposobów na obiad w 10 minut (bo pewnie niedługo tyle będę na to miała), który dostarczy mi wszystkiego, co potrzebne, i doda energii, a nie natykała się na niewiele wnoszącą walkę w obalenie mitu diety matki karmiącej.

A że jestem matką niekarmiącą, ale absolutnie nie jestem tego przeciwniczką przypominam Wam tekst o tym, że powrót do pracy, nie musi oznaczać przerwania karmienia. Jeśli wiec karmisz swoje dziecko piersią, przeczytaj TUTAJ, na jakich zasadach możesz skorzystać z przerw na karmienie.

Marzena | Mama Prawniczka

Dodaj komentarz